OpenAI zapłaci za darmowy ChatGPT na urządzeniach Apple

Jeden z wielu popularnych przesądów w mikrokulturze Doliny Krzemowej głosi, że przegapienie nowego przełomu technologicznego może być dewastujące. Nikt nie chce być Kodakiem, który zbankrutował po postawieniu na tradycyjne klisze w erze aparatów cyfrowych. Dlatego nowe rozwiązania z reguły są adoptowane jak najszybciej. Kiedy ChatGPT przyciągnął rekordową liczbę użytkowników NVIDIA, FaceBook, Google czy MicroSoft rozpoczęły wyścig o dominację na kreującym się rynku. Brakowało w nim jednak największego z gigantów technologicznych - Apple.
Z typową dla siebie wstrzemięźliwością, producent iPhonów czekał dwa lata na zaproponowanie użytkownikom rozwiązania z zakresu tzw. generatywnej sztucznej inteligencji, czyli algorytmów mogących wyprodukować nowe, podobne treści na podstawie wcześniej zebranego zbioru danych. Trzeba nadmienić, żeby uniknąć nieporozumienia, że “sztuczna inteligencja” jest terminem marketingowym, a nie technicznym. Mówiąc ściślej, tego rodzaju algorytmy są skrajnie złożonymi modelami statystycznymi. Ich ogromne skomplikowanie rodzi równie wielkie zapotrzebowanie na dane oraz moc obliczeniową - dwa niezbędne czynniki do zbudowania modelu i późniejszego generowania tekstów czy obrazków. Dlatego więc dostęp do tego rodzaju algorytmów jest dosyć drogi. Nawet opłaty subskrypcyjne rzędu 100 złotych miesięcznie prawdopodobnie nie pokrywają kosztów operacyjnych dostawców. Dla niektórych mogło być więc zaskakujące kiedy Apple ogłosił darmowy dostęp do najnowszych modeli OpenAI dla posiadaczy iPhonów czy Maców.
W nietypowym dla siebie obrocie spraw, firma podpisała kontrakt z OpenAI, twórcą ChatGPT, zamiast wyprodukować własne rozwiązanie od zera. Warunki tej umowy pozostawały jednak tajne, aż do momentu, kiedy niektórzy pracownicy Apple wyjawili dziennikarzom Bloomberga, że firma “uważa, iż promowanie marki i technologii OpenAI na setkach milionów urządzeń ma taką samą lub większą wartość niż płatności pieniężne”. Efektywnie oznacza to, że OpenAI będzie płacił z własnej kieszeni za każde zapytanie użytkowników Appla. Dla startupu, który prawdopodobnie przynosi jedynie straty, ta decyzja będzie kosztowna. OpenAI musi płacić firmie MicroSoft za hosting ChatGPT w chmurze Azure. Im więcej osób korzysta z chatbota, tym bardziej rosną rachunki za korzystanie z chmury. Integracja z urządzeniami Apple, choć ograniczona do najnowszych modeli, grozi znaczącym zwiększeniem tych kosztów.
OpenAI liczy, że użytkownicy Apple będą zachwyceni ChatemGPT do tego stopnia, że zdecydują się wejść na ich stronę internetową lub (co bardziej prawdopodobne) pobrać aplikację na telefon, a następnie zapłacić prawie sto złotych miesięcznie. Trzeba nadmienić, że dedykowana aplikacja w przeciwieństwie do tej, dostępnej przez system operacyjny Apple, nie ma dostępu do kalendarza czy wiadomości użytkownika, więc nie będzie mogła wyprodukować równie spersonalizowanych odpowiedzi. Nie sądzę, żeby taka oferta była zachęcająca, ale nawet jeżeli użytkownicy iPhonów masowo zaczną zapisywać się na subskrypcję ChatGPT Plus, Apple będzie pobierało 30% przychodów za wykorzystanie ich platformy płatności Apple Pay i sklepu z aplikacjami App Store.
Umowa Apple z OpenAI nie jest wyłączna. Apple już omawia oferowanie konkurencyjnego chatbota Google Gemini jako dodatkowej opcji. Trudno jest mi wyobrazić sobie scenariusz, w którym producent ChatGPT cokolwiek zyskuje, jednak Apple, znane z niezwykle twardego stylu negocjacji, znów postawiło się na wygranej pozycji, niezależnie co się wydarzy.