Czy ambicja zabije twoje marzenia?
Niedługo minie rok od kiedy zacząłem regularnie chodzić na spotkania klubu literackiego. Każdego tygodnia zbiera się grupa ludzi, wszyscy piszą w ciszy przez godzinę, a następnie rozmawiają o tym, co udało się wyprodukować. Minął już prawie rok i faktycznie sporo się nauczyłem. Przede wszystkim wstyd mi teraz czytać moje teksty z zeszłego października. Całe szczęście tylko mi jest wstyd, ponieważ prawie nic z nimi nie zrobiłem. Nie wrzucałem ich na mojego bloga ani żadną inną platformę. Wszystko przez zabójczą dla produktywności mieszankę całkowicie logicznych decyzji, które podejmują prawie wszyscy ludzie z twórczą pasją. Jeśli lubisz pisać, malować, programować czy ogólnie tworzyć coś hobbystycznie, faktycznie Ci zależy i nie możesz przestać o tym marzyć — ten tekst jest o Tobie.
Twórcy, szczególnie Ci działający hobbystycznie, często są marzycielami i idealistami. Mogą poświęcać mnóstwo czasu na swoją pasję, a produkty tego procesu są dla nich niezwykle istotne. Uczucia nawzajem się napędzają tworząc spiralę — marzycielstwo stale podsuwa nowe pomysły, a idealizm i zaangażowanie prowadzi do chęci ich realizowania z najwyższą starannością. W miarę postępującej pracy nawet niewielkie projekty zaczynają się rozrastać, czasem w sposób niekontrolowany. Trudno jest zatrzymać potok kolejnych myśli i pomysłów związanych z twoją domeną. Rozpoczynasz więc kolejne projekty, mimo katalogu napoczętych i nieskończonych albo porywasz się na realizację czegoś naprawdę wielkiego.
Uczucie czyjejś oceny staje się coraz trudniejsze do zniesienia w miarę pracy. Jeśli faktycznie Ci zależy i spędziłeś już mnóstwo czasu nad tworzeniem, zaczynasz postrzegać swoje dzieło jako otwarte okno wprost do twojej duszy. Ocena z reguły nie stanowi przyjemności, ale krytyka twórczości jest szczególnie dotkliwa. Zamiast spotykać się z wywracaniem oczami, zażenowaniem lub brakiem zainteresowania, trzymanie własnej twórczości jak najbliżej siebie jawi się jako jedyna droga nieprowadząca do utraty godności — pozwala być twórcą, zachować twarz i dodać do niej pewną głębię i tajemnicę.
Ścieżka powolnych kroków do przodu przy jednoczesnym unikaniu publikacji jest faktycznie najprzyjemniejsza, bo przecież pozwala oddawać się twórczej pasji w niewymagający emocjonalnie sposób, bez publicznego objawiania efektów. Mnie jednak tego rodzaju kreatywny impas zaczął frustrować. Czy ostatecznie do czegoś w ogóle prowadzi? Po co w ogóle tworzyć, jeśli robię to tylko dla siebie? Własna przyjemność nie jest wystarczającym wyjaśnieniem. Nawet kiedy piszę dla siebie, myślę o kimś, kto mógłby przeczytać moje słowa.
Ostatnim, ale bardzo istotnym elementem tej mieszanki emocjonalnej, jest refleksja nad jakością popularnej twórczości w domenie, w której działasz. Czemu “Zmierzch” jest niezwykle popularny, podczas gdy jego poziom literacki jest wątpliwy? Czemu oprogramowanie, którego powszechnie się używa, jest takie słabe? Czemu ludzie kochają oglądać słabe filmy? Czy wszystkie te media tworzą ludzie, którym zupełnie nie zależy? Może nie znają się aż tak dobrze, albo nie myślą o detalach? Frustrowanie się tym stanem rzeczy jest wygodne, ale bezcelowe. Ludzie, którzy odpowiadają za popularne dzieła czy produkty, działają po prostu w zupełnie inny sposób. Istnieje prawdopodobieństwo, że faktycznie mniej im zależy, ale ta bezwstydna filozofia działania może być znacznie bardziej efektywna niż Twoja. Musisz się przełamać. Jeśli chcesz faktycznie coś skończyć, mieć wpływ na świat, mieć coś konkretnego w ręce, musisz zmienić filozofię działania. Możesz zrobić znacznie więcej, niż Ci się wydaje, ale tylko jeśli przełamiesz barierę wstydu. Zamień pogoń za perfekcją na publikację, naukę i publikację. Porzuć myśl o doniosłości twojej osoby i twórczości.
Przekonanie o tym, że musisz tworzyć wyłącznie wielkie, piękne dzieła może mieć grunt w poczuciu wielkiej wagi własnych dzieł. Jest to zrozumiałe — na pewno są dla Ciebie bardzo istotne, więc chcesz o nie dbać i sprawić, żeby były jak najlepsze. Zauważ jednak, że takie przeświadczenia utrzymują twoje osiągnięcia w sferze marzeń, nie pozwalając im zejść trochę niżej — do rzeczywistości. Mierz trochę niżej. Nie napiszesz swojego magnum opus za pierwszym razem.
Czy masz w ogóle umiejętności i wyczucie pozwalające na stworzenie wielkiego dzieła? Jeśli nie publikujesz w miarę regularnie i nie uczysz się na podstawie reakcji twoich odbiorców odpowiedź prawdopodobnie brzmi “nie”. To nic złego. Ważne jest tylko, żeby stale czynić postępy. Najlepiej jest zacząć od czegoś mniejszego — projektu, który jesteś w stanie skończyć w jeden dzień czy weekend. Usuń rozproszenia. Życie jest twoim “researchem”.
Dokładne zbadanie tematu jest konieczne w niektórych formach. Sam proces może być rozwijający i ciekawy. Może jednak stać się naprawdę kłopotliwy, jeśli napisanie każdego akapitu zajmuje Ci kilka godzin, ponieważ musisz przejrzeć przynajmniej kilkadziesiąt stron internetowych, zrobić sobie notatki i sprawdzić tekst pod kątem błędów. Co gorsza dla kreatywnego człowieka nowe informacje często prowadzą do nowych pomysłów. W efekcie twój ambitny już projekt stale się rozrasta, a w miarę pracy zakończenie zdaje się tylko oddalać.
Spróbuj pomyśleć w trochę inny sposób. “Research” nie musi polegać wyłącznie na pochłanianiu i syntezie informacji. Od kiedy ChatGPT ma dostęp do internetu i tak można wykonać akceptowalnej jakości research w parę chwil. Prawdziwa wartość znajduje się gdzie indziej — w twoich spostrzeżeniach, przemyśleniach, osobowości. W twojej twórczości będzie odbijać się to kim jesteś i twoje życie. Ono samo w sobie stanowi formę przygotowania do tworzenia. Postaraj się więc żyć jak najlepiej, a gwarantuję, że twoje teksty również na tym zyskają. Spróbuj skończyć coś dzisiaj, najlepiej w ciągu godziny albo dwóch.
Ten tekst powstał podczas sesji klubu literackiego, podczas której celowo wyłączyłem Wi-Fi. Nie dlatego, że rozprasza mnie internet, ale żeby pisać o moich własnych myślach. “Research” absolutnie zabroniony. Z niewielkich, ale udanych projektów, po czasie mogą wyrosnąć większe. Pomyśl o każdym projekcie jak o rzucie kostką. Wyższa jakość zwiększa szanse na szóstkę, ale nie bardzo znacznie. Wolisz więc rzucić kostką raz na kilka lat (lub wcale), czy sto razy w ciągu roku?
Nie wstydź się więc tworzyć i działać. Nauka, szczególnie w domenach wymagających kreatywności, wymaga stworzenia również czegoś słabego, żebyś mógł zauważyć, na co twoi odbiorcy faktycznie zwracają uwagę i jak następnym razem zrobić coś lepszego. Chodzenie do filharmonii nie uczyni Cię dyrygentem czy puzonistą, a bez wskazówek i oceny innych ludzi będziesz coraz bardziej oddalał się od tego, co naprawdę istotne w domenie twojej twórczości.
Słaby tekst, piosenka czy aplikacja nie będzie rozpamiętywana. Natomiast jeśli stworzysz coś udanego, wszystkie poprzednie próby nie będą miały większego znaczenia. Staną się krokami na twojej drodze, które musiałeś wykonać, żeby dotrzeć do swojego celu. Celu, którego szczegółów nie będziesz pewnie świadom, aż go nie osiągniesz.
Nikomu nie udaje się za pierwszym razem. Żeby stać się faktycznie świetny, musisz próbować, uczyć się i próbować jeszcze raz. Zabij w sobie wstyd i nadmierną ambicję, bo inaczej one zabiją twoją twórczość. Jeśli faktycznie Ci na niej zależy, uratuj ją publikując i się ucząc.
Każdą osobę zainteresowaną rzeczonym klubem literackim zapraszam na jego spotkania w każdy czwartek o godzinie 19:00. Nie trzeba się zapisywać, ale można tutaj. Z reguły spotykamy sie w warszawskim “Koktajlu Mokotowa”. (Mimo sporej odległości nadal czasem się pojawiam, także zapraszam!)